POGOŃ ZA LEPSZYM JUTREM... A CO Z WDZIĘCZNOŚCIĄ ZA DZIŚ?

Hejka! ❤️

Ostatnio coraz częściej łapię się na pewnych refleksjach dotyczących życia, przemijania i tej naszej nieustannej pogoni za czymś więcej. Zastanawiam się, dlaczego tak trudno jest nam czasami zatrzymać się na chwilę i po prostu docenić to, co już mamy, zamiast ciągle skupiać swoje myśli na tym, czego jeszcze nie udało nam się osiągnąć. Żyjemy przecież w świecie, który niemal nieustannie przypomina nam, że powinniśmy być lepsi, bogatsi, bardziej produktywni i ambitniejsi, jakby samo cieszenie się codziennością było czymś niewystarczającym.

Sama należę do osób, które mają mnóstwo pomysłów, planów i marzeń. Uwielbiam tworzyć, rozwijać swoje zainteresowania, stawiać przed sobą kolejne cele i obserwować, jak coś, co jeszcze niedawno istniało wyłącznie w mojej wyobraźni, powoli staje się rzeczywistością. Ambicja jest częścią mojej osobowości i nie wyobrażam sobie całkowicie z niej rezygnować. Zauważyłam jednak, że czasami ta nieustanna potrzeba działania potrafi przysłonić coś znacznie ważniejszego, czyli świadomość, że przecież już teraz mam naprawdę wiele powodów do szczęścia. Kiedy przyglądam się swojemu życiu z pewnego dystansu, dochodzę do wniosku, że w dużej mierze wygląda ono tak, jak kiedyś sobie wymarzyłam. Mieszkam w Wielkiej Brytanii, w otoczeniu pięknej przyrody, mam możliwość rozwijania swojej kreatywności i zajmowania się rzeczami, które sprawiają mi autentyczną przyjemność. Mogę nagrywać, pisać, gotować, realizować własne pomysły i każdego dnia odkrywać coś nowego. Mam również swój domowy świat, codzienne rytuały, bliskie mi istoty i te wszystkie drobne przyjemności, które z pozoru wydają się zupełnie zwyczajne, a w rzeczywistości tworzą fundament mojego poczucia szczęścia.

Nie oznacza to oczywiście, że moje życie jest idealne. Miewam gorsze dni, stresuję się przyszłością, martwię finansami i czasami zastanawiam się, czy wszystkie moje plany rzeczywiście uda się zrealizować. Bywają momenty, kiedy chciałabym, żeby pewne sprawy potoczyły się szybciej, a niektóre problemy po prostu zniknęły. Mimo wszystko staram się pamiętać, że trudności nie przekreślają tego wszystkiego, co dobre. Można przecież jednocześnie odczuwać niepewność i wdzięczność, martwić się o jutro i cieszyć dzisiejszym porankiem.

Gdzieś z tyłu głowy nieustannie towarzyszy mi również świadomość, że nic nie trwa wiecznie. Nie odbieram jednak tej myśli wyłącznie w pesymistyczny sposób. Wręcz przeciwnie, coraz częściej traktuję ją jako przypomnienie o tym, jak ogromną wartość mają chwile, których doświadczam właśnie teraz. Ludzie się zmieniają, okoliczności się zmieniają, zdrowie nie jest nam dane raz na zawsze, a rzeczy, które dzisiaj wydają się oczywiste, jutro mogą stać się jedynie wspomnieniem. Ta świadomość sprawia, że staram się nie odkładać całego swojego szczęścia na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Myślę, że jednym z największych paradoksów współczesnego życia jest to, że tak intensywnie pracujemy na lepsze jutro, iż czasami zupełnie zapominamy zauważyć dzisiejszy dzień. Powtarzamy sobie, że będziemy szczęśliwi, kiedy zarobimy określoną kwotę, kupimy wymarzony dom, schudniemy kilka kilogramów albo osiągniemy kolejny zawodowy sukces. Problem polega na tym, że kiedy wreszcie zdobywamy to, na czym tak bardzo nam zależało, nasz umysł często niemal natychmiast wyznacza następny cel. W ten sposób szczęście zaczyna przypominać ruchomy punkt na horyzoncie, do którego nieustannie zmierzamy, ale którego nigdy nie pozwalamy sobie naprawdę osiągnąć. Coraz bardziej przekonuję się, że wdzięczność nie polega na udawaniu, że wszystko jest w porządku, ani na rezygnowaniu z własnych ambicji. Dla mnie jest raczej umiejętnością dostrzegania wartości w tym, co już istnieje, nawet jeśli nie wszystkie elementy mojego życia wyglądają dokładnie tak, jakbym tego chciała. Mogę marzyć o większej stabilizacji finansowej, kolejnym domu i sukcesach, a jednocześnie czuć ogromną wdzięczność za możliwość wypicia porannej bawarki w spokoju, spacer po angielskiej wsi czy wieczór spędzony w domowym zaciszu.

Szczególnie cenne stają się dla mnie te momenty, które nie wymagają wielkich pieniędzy ani spektakularnych wydarzeń. Światło wpadające przez okno, zapach przygotowywanego obiadu, mruczenie Eroska, widok zielonych pól czy zwyczajna świadomość, że mogę rozpocząć kolejny dzień na własnych zasadach. Dawniej być może nie przywiązywałam do takich rzeczy aż tak dużej wagi, jednak z biegiem czasu zaczynam rozumieć, że życie w ogromnej mierze składa się właśnie z tych pozornie nieistotnych chwil. Nie chciałabym kiedyś spojrzeć wstecz i dojść do wniosku, że przez większość życia byłam tak zajęta przygotowywaniem się do przyszłości, iż nie zauważyłam piękna własnej teraźniejszości. Nie chcę również rezygnować z marzeń, ponieważ to one nadają mojej codzienności kierunek i motywują mnie do działania. Staram się więc odnaleźć równowagę pomiędzy pragnieniem czegoś więcej a umiejętnością powiedzenia sobie, że już dzisiaj mam za co dziękować losowi.

Nie wiem, co przyniosą kolejne lata, jakie wyzwania jeszcze przede mną staną ani ile z obecnych planów uda mi się zrealizować. Wiem natomiast, że nie chcę przeżyć swojego życia wyłącznie w oczekiwaniu na lepsze jutro.

Chcę mieć marzenia, ale nie chcę zapominać o wdzięczności. Chcę się rozwijać, ale jednocześnie potrafić cieszyć się tym, co już osiągnęłam. Przede wszystkim chcę pamiętać, że dzisiejszy dzień, choćby najbardziej zwyczajny, również jest częścią życia, o którym kiedyś marzyłam.

Na koniec zostawię Was z pewnym pytaniem, nad którym sama lubię się czasami zastanowić: czy potraficie docenić swoje życie takim, jakie jest dzisiaj, czy może ciągle czekacie na moment, w którym wreszcie będziecie mogli powiedzieć, że jesteście naprawdę szczęśliwi? ❤️

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

FLONDRA W KUCHNI | WIELKI BOCHEN DLA CAŁEJ RODZINY!

FLONDRA W KUCHNI | DELIKATNY BOCHEN Z MAKIEM

PRZYJĘŁAM ZAPROSZENIE DO TVP!