PIĄTKOWY RESET NA EMIGRACJI W DOMOWYM ZACISZU

Hejka!

Żyjemy w czasach, w których naprawdę trudno całkowicie odciąć się od tego, co dzieje się wokół nas. Polityka, konflikty na świecie, niepewność gospodarcza, problemy społeczne i nieustanny napływ informacji sprawiają, że nawet we własnym domu trudno czasami znaleźć chwilę prawdziwego spokoju. Sama doskonale to odczuwam, ponieważ interesuję się polityką, lubię analizować różne wydarzenia i zastanawiać się nad tym, w jakim kierunku zmierza współczesny świat. Często poruszam również te tematy w swoich materiałach internetowych, więc siłą rzeczy spędzam sporo czasu na czytaniu wiadomości, obserwowaniu dyskusji i wyrabianiu sobie opinii na różne sprawy.

Coraz częściej dochodzę jednak do wniosku, że nie można przez cały czas żyć problemami całego świata, zapominając przy tym o własnym, małym świecie, który przecież również zasługuje na naszą uwagę. W końcu życie nie składa się wyłącznie z wielkich wydarzeń, poważnych decyzji i nieustannego analizowania przyszłości. To również te wszystkie drobne momenty, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zupełnie nieistotne, a jednak potrafią przynieść nam najwięcej radości. Właśnie dlatego tak bardzo doceniam takie wieczory jak ten ostatni piątkowy. Pozornie zwyczajny, bez wielkich atrakcji, luksusowych restauracji czy szczególnych planów, a jednak pozostawiający po sobie mnóstwo ciepłych wspomnień. Piątek rozpoczął się całkiem normalnie, od codziennych obowiązków i zajmowania się sprawami, których przecież nigdy nie brakuje. Mieszkając w Wielkiej Brytanii, zdążyłam już przyzwyczaić się do pewnego rytmu życia, w którym tydzień potrafi minąć niemal niezauważalnie. Człowiek dopiero co zaczyna poniedziałek, a za chwilę orientuje się, że znowu mamy weekend.

Tym razem czekała mnie jednak bardzo miła niespodzianka, ponieważ Bejb wrócił z pracy znacznie wcześniej, niż się spodziewałam! Muszę przyznać, że naprawdę mnie tym zaskoczył i od razu poprawił mi humor. Uwielbiam takie spontaniczne sytuacje, kiedy zwyczajny dzień nagle nabiera zupełnie innego charakteru, a plany, których właściwie nawet nie było, zaczynają układać się same. Postanowiliśmy wykorzystać dodatkowy wspólny czas i wybraliśmy się trochę na miasto. Nie potrzebowaliśmy żadnego szczególnego powodu ani wielkiego wydarzenia, żeby po prostu pobyć razem, trochę pochodzić, porozmawiać i nacieszyć się swoim towarzystwem. Właśnie takie spontaniczne wyjścia mają dla mnie swój wyjątkowy urok. Nie wszystko w życiu musi być zaplanowane z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, a najprzyjemniejsze wspomnienia nie zawsze powstają podczas kosztownych wyjazdów czy wielkich uroczystości. Czasami wystarczy zwyczajny piątek, odrobina wolnego czasu i chęć spędzenia go razem, bez pośpiechu i zastanawiania się, co jeszcze trzeba zrobić przed końcem dnia.

Po powrocie do domu postanowiliśmy urządzić sobie małą randeczkę. Bez eleganckich ubrań, rezerwacji stolika i całej tej otoczki, która często kojarzy się z romantycznym spędzaniem czasu. Zamiast tego przygotowałam domowe hot dogi! Może ktoś pomyśli, że trudno nazwać hot doga romantyczną kolacją, ale dla mnie właśnie w tym tkwi cały urok takich chwil. Nie potrzebuję wykwintnego dania z restauracji, żeby cieszyć się wspólnym wieczorem. Zdecydowanie bardziej liczy się atmosfera, swoboda i świadomość, że możemy po prostu być sobą. Domowe jedzenie ma zresztą w sobie coś szczególnego. Uwielbiam gotować i sprawia mi przyjemność przygotowywanie posiłków, którymi później możemy wspólnie się zajadać. Nawet tak proste danie jak hot dog może smakować wyjątkowo, kiedy człowiek nie musi się nigdzie spieszyć, zerkać nerwowo na zegarek ani myśleć o kolejnych obowiązkach. W takich momentach przypominam sobie, że przyjemność nie zawsze musi kosztować dużo pieniędzy, a udany wieczór wcale nie wymaga skomplikowanej organizacji. Niekiedy najlepszym pomysłem jest po prostu zostać w domu, przygotować coś smacznego i pozwolić sobie na odrobinę beztroski.

Po naszej domowej uczcie przyszedł czas na kolejną część wieczoru. Bejbuś postanowił pograć na PlayStation, a ja razem z naszym Eroskiem objęłam zaszczytną funkcję kibica! Oczywiście dopingowaliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy, chociaż podejrzewam, że Erosek miał nieco inne priorytety niż ja. Nasz czarny koci towarzysz jest przecież pełnoprawnym członkiem rodziny i trudno wyobrazić mi sobie domowe wieczory bez jego obecności. Było sporo śmiechu, żartów i zwyczajnych rozmów, które nie musiały prowadzić do żadnych wielkich wniosków. Mogliśmy rozmawiać o kompletnych głupotkach, komentować rozgrywkę i po prostu cieszyć się tym, że jesteśmy razem.

Przyznam też, że w naszym związku to zazwyczaj ja jestem tą bardziej rozgadaną osobą. Bejb zdecydowanie częściej zachowuje spokój, podczas gdy ja potrafię rozwinąć jeden temat w pięć kolejnych i jeszcze znaleźć coś do dodania! Cóż, zodiakalne Bliźnięta zobowiązują, a w moim przypadku to chyba podwójna moc! Hehe. Bardzo lubię jednak tę naszą codzienną dynamikę. Nie musimy być identyczni, mieć takich samych zainteresowań ani przez cały czas robić dokładnie tego samego, żeby dobrze czuć się w swoim towarzystwie. Uważam, że jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w bliskiej relacji jest możliwość wspólnego spędzania czasu bez konieczności nieustannego zapewniania sobie rozrywki. Sama obecność drugiej osoby może dawać poczucie bliskości, nawet jeżeli jedno z nas akurat gra, drugie komentuje, a kot obserwuje całe zamieszanie ze swojej perspektywy.

Ostatnio coraz więcej zastanawiam się nad tym, jak ogromny wpływ na nasze samopoczucie ma ilość informacji, które każdego dnia do siebie dopuszczamy. Internet daje nam dostęp do niemal wszystkiego, co dzieje się na świecie, ale jednocześnie sprawia, że bardzo łatwo zatracić granicę pomiędzy byciem świadomym obywatelem a nieustannym zamartwianiem się sprawami, na które często nie mamy bezpośredniego wpływu. Sama nie należę do osób, które potrafią zupełnie ignorować politykę czy problemy społeczne. Mam swoje poglądy, lubię dyskutować, analizować różne sytuacje i wyciągać wnioski. Nie zamierzam też udawać, że trudne wydarzenia nie istnieją tylko dlatego, że akurat mam ochotę poprawić sobie humor. Zrozumiałam jednak, że zainteresowanie światem nie powinno oznaczać rezygnacji z własnego spokoju. Mogę mieć świadomość tego, co dzieje się w Europie, martwić się o przyszłość i zastanawiać nad konsekwencjami różnych decyzji politycznych, a jednocześnie pozwolić sobie na kilka godzin, podczas których nie będę analizować kolejnych wiadomości. Odpoczynek od problemów nie oznacza obojętności wobec nich. Oznacza jedynie, że dostrzegam również własne potrzeby i granice swojej psychicznej wytrzymałości. Przecież nawet najbardziej zaangażowany człowiek potrzebuje czasami zwyczajnie wyłączyć głowę, pośmiać się z czegoś zupełnie błahego i przypomnieć sobie, że życie toczy się również poza ekranem telefonu.

Codzienność potrafi być naprawdę przytłaczająca, szczególnie kiedy człowiek ma wiele obowiązków i ambicji, a doba nie chce się magicznie wydłużyć. Praca, zakupy, gotowanie, sprzątanie, rachunki, planowanie kolejnych dni i załatwianie najróżniejszych spraw sprawiają, że życie potrafi zamienić się w niekończącą się listę zadań do wykonania. W moim przypadku dochodzi do tego prowadzenie działalności internetowej, tworzenie materiałów, nagrywanie filmów, pisanie na blogu i rozwijanie kolejnych projektów. Bardzo lubię to, co robię, ale doskonale wiem, że praca wykonywana z pasją również potrafi zmęczyć.

Pracując w Internecie, niezwykle łatwo wpaść w pułapkę przekonania, że zawsze można zrobić jeszcze coś więcej. Nagrać kolejny film, odpowiedzieć na komentarze, sprawdzić statystyki albo przygotować materiał na następny dzień. Zadania właściwie nigdy się nie kończą, a granica pomiędzy pracą a czasem prywatnym potrafi bardzo szybko się zatrzeć. Właśnie dlatego uczę się coraz bardziej doceniać chwile, w których nie muszę być produktywna. Nie muszę niczego publikować, nikomu niczego udowadniać ani wykorzystywać każdej wolnej minuty na realizowanie kolejnego celu. Mogę zwyczajnie siedzieć na kanapie, śmiać się z Bejbixxem, głaskać Eroska i zajadać domowego hot doga. Świat naprawdę nie przestanie się kręcić tylko dlatego, że przez jeden wieczór nie będę próbowała za nim nadążyć.

Mam wrażenie, że współczesny świat bardzo mocno promuje spektakularne doświadczenia. W mediach społecznościowych oglądamy egzotyczne wakacje, luksusowe restauracje, drogie prezenty i idealnie zorganizowane randki, przez co zwyczajna codzienność może wydawać się mało atrakcyjna. Tymczasem nie wszystko, co wartościowe, musi być widowiskowe. Nie chciałabym kiedyś spojrzeć wstecz i dojść do wniosku, że tak bardzo skupiałam się na realizowaniu kolejnych planów, iż zapomniałam cieszyć się życiem, które toczyło się pomiędzy nimi. Oczywiście mam marzenia, ambicje i wiele rzeczy, które chciałabym jeszcze osiągnąć. Uwielbiam podróżować, poznawać nowe miejsca i podejmować kolejne wyzwania. Nie zamierzam z tego rezygnować, ponieważ rozwój i niezależność są dla mnie niezwykle ważne. Jednocześnie coraz mocniej wierzę, że szczęśliwe życie nie polega wyłącznie na zdobywaniu czegoś nowego. Ogromną jego część stanowi umiejętność zauważania tego, co już mamy. Ciepły dom, smaczna kolacja, ukochana osoba, zwierzak kręcący się gdzieś obok i poczucie, że przez kilka godzin nie musimy się niczym przejmować, mogą być równie cenne jak najbardziej ekscytująca przygoda.

Nie twierdzę oczywiście, że każdy dzień powinien wyglądać jak beztroski piątkowy wieczór. Życie ma przecież również swoje trudniejsze momenty, nieporozumienia, stres i sytuacje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Właśnie z tego powodu warto świadomie tworzyć przestrzeń na małe przyjemności, zamiast odkładać odpoczynek na bliżej nieokreślone „kiedyś”. Zbyt często uzależniamy własne szczęście od spełnienia kolejnych warunków. Będę spokojniejsza, kiedy zarobię więcej. Odpocznę, kiedy skończę wszystkie obowiązki. Zacznę cieszyć się życiem, kiedy osiągnę kolejny cel. Problem polega jednak na tym, że za każdym osiągniętym celem bardzo często pojawia się następny, a idealny moment na odpoczynek może nigdy nie nadejść.

Ten piątkowy wieczór przypomniał mi o czymś bardzo prostym, o czym w natłoku obowiązków łatwo zapomnieć. Nie muszę przez cały czas być zajęta, martwić się przyszłością ani rozwiązywać wszystkich problemów, które pojawiają się w mojej głowie. Mam prawo do zwyczajnego odpoczynku, spontanicznej randeczki, śmiechu z głupotek i wieczoru, który nie wniesie do mojego życia żadnego wielkiego osiągnięcia, ale pozostawi po sobie przyjemne wspomnienie. Szczęście nie zawsze przychodzi w postaci wielkich wydarzeń. Czasami pachnie domowym jedzeniem, mruczy jak kot i śmieje się razem z nami na kanapie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

FLONDRA W KUCHNI | WIELKI BOCHEN DLA CAŁEJ RODZINY!

FLONDRA W KUCHNI | DELIKATNY BOCHEN Z MAKIEM

PRZYJĘŁAM ZAPROSZENIE DO TVP!