KONIEC SEZONU W SZKLARNI?!

Hejka! Dzisiaj byłam w szklarni i dotarło do mnie, że tegoroczny sezon powoli dobiega końca. Ogórki może dadzą nam jeszcze trochę plonów, chociaż patrząc na nie, mam już pewne wątpliwości... Pomidory w tym roku były natomiast, delikatnie mówiąc, średnie. Coś oczywiście udało się zebrać, ale zdecydowanie nie był to taki pomidorowy urodzaj, jaki sobie wyobrażałam na początku sezonu.

Tegoroczne upały również dały naszym uprawom nieźle popalić. Bywały okresy, kiedy podlewałam wszystko dwa razy dziennie, ponieważ ziemia wysychała w ekspresowym tempie. Mam wrażenie, że właśnie regularne podlewanie uratowało sporą część tego, co później mogliśmy zebrać. Uprawa własnych warzyw szybko uczy, że samo posadzenie rośliny to dopiero początek. Trzeba ją obserwować i reagować na pogodę, ponieważ w szklarni podczas słonecznego dnia temperatura potrafi wzrosnąć naprawdę mocno.

Przy okazji nauczyłam się też, że podczas upałów nie zawsze chodzi o lanie ogromnej ilości wody naraz. Znacznie ważniejsza jest regularność. Najlepiej podlewać rano lub wieczorem, kierując wodę przede wszystkim w okolice korzeni, zamiast niepotrzebnie moczyć całe liście. Przy wysokich temperaturach ogromne znaczenie ma również wietrzenie szklarni, ponieważ zamknięta konstrukcja bardzo szybko zaczyna działać jak piekarnik.

Właśnie przy takich zwyczajnych czynnościach najbardziej doceniam fakt, że pracuję z domu. W sezonie mogę na chwilę odejść od komputera, pójść do szklarni, podlać rośliny, coś oberwać, sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, a później wrócić do swoich obowiązków. Nie muszę zostawiać wszystkiego rano i zastanawiać się przez osiem czy dziesięć godzin, czy rośliny przetrwają kolejny gorący dzień. Samo zajmowanie się uprawami naprawdę mnie relaksuje. Jest coś bardzo satysfakcjonującego w obserwowaniu całego procesu, od małej sadzonki aż po moment, kiedy można zerwać własnego ogórka czy pomidora i przynieść go prosto do kuchni. Człowiek zaczyna też zupełnie inaczej patrzeć na jedzenie. Jeden niepozorny pomidor oznacza przecież tygodnie podlewania, pielęgnacji i czekania.

Nie ukrywam, że marzą mi się hektary. 😂 Brzmi to trochę zabawnie, kiedy stoję ze swoją konewką w szklarni, ale naprawdę chciałabym kiedyś mieć znacznie więcej przestrzeni pod własne uprawy. Rozglądamy się zresztą za czymś większym, więc kto wie, może kiedyś moje kilka grządek zamieni się w coś znacznie poważniejszego. Na razie jednak trzeba powoli pożegnać tegoroczny sezon, wyciągnąć z niego wnioski i zacząć myśleć o tym, co posadzę w przyszłym roku. 🌱❤️

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

FLONDRA W KUCHNI | WIELKI BOCHEN DLA CAŁEJ RODZINY!

FLONDRA W KUCHNI | DELIKATNY BOCHEN Z MAKIEM

PRZYJĘŁAM ZAPROSZENIE DO TVP!