DOMOWE SPA BEZ WYDAWANIA FORTUNY
Hejka!
Domowe SPA kojarzy się zazwyczaj z maseczką na twarzy, świeczką, kąpielą i całym tym obrazkiem, który pięknie wygląda na zdjęciach. Dla mnie ostatnio taka zwyczajna maseczka z szarej glinki stała się jednak pretekstem do trochę innej refleksji. Zdałam sobie sprawę, że kiedyś znacznie częściej robiłam takie rzeczy tylko dla siebie, a później gdzieś po drodze zwyczajnie przestałam.
Jako nastolatka uwielbiałam kosmetyki. Potrafiłam testować najróżniejsze maseczki, kremy i inne cuda, a moja kosmetyczka zdecydowanie nie należała do minimalistycznych. Sprawiało mi to przyjemność i było takim małym rytuałem. Z czasem przyszła dorosłość, praca, obowiązki i różne sytuacje życiowe, które momentami totalnie oderwały mnie od własnej pielęgnacji. Nie wydarzyło się to nawet jednego konkretnego dnia. Po prostu coraz częściej były rzeczy ważniejsze, pilniejsze i wymagające uwagi. Człowiek łatwo przyzwyczaja się do stawiania siebie gdzieś na końcu kolejki.
Dzisiaj trochę inaczej patrzę na pielęgnację. Nie chodzi mi o to, żeby mieć pół łazienki kosmetyków ani wykonywać codziennie dziesięcioetapowy rytuał. Coraz bardziej doceniam natomiast sam moment, w którym świadomie robię coś dla siebie. Czasami będzie to właśnie maseczka, innym razem dłuższy prysznic, spokojne umycie włosów, balsam do ciała, herbata wypita bez telefonu albo pół godziny, podczas którego po prostu niczego od siebie nie wymagam. Taka chwila może wydawać się błahostką, ale właśnie na tym polega jej wartość. Przez sporą część dnia funkcjonujemy zadaniowo. Trzeba odpowiedzieć, ugotować, posprzątać, pracować, coś sprawdzić, gdzieś pojechać i pamiętać o kolejnych rzeczach. Nawet odpoczynek potrafimy zamienić w następne zadanie do wykonania. Domowy rytuał pielęgnacyjny może być prostym sygnałem, że przez kilkanaście minut niczego nie trzeba osiągać.
Ostatnio wróciłam między innymi do szarej glinki. Jest to naturalny surowiec mineralny wykorzystywany w kosmetyce przede wszystkim w produktach oczyszczających. Glinki mogą absorbować sebum oraz zanieczyszczenia znajdujące się na powierzchni skóry, dlatego często pojawiają się w pielęgnacji skóry tłustej, mieszanej i skłonnej do niedoskonałości. Nie traktuję jej jednak jak cudownego środka, który po jednym użyciu nagle zrobi mi skórę jak z reklamy. Kosmetyki mogą wspierać pielęgnację, ale nie potrzebuję już obietnicy cudu zamkniętego w słoiczku.
Przy glinkach warto pamiętać o kilku prostych zasadach. Maseczka nie powinna powodować silnego pieczenia, bólu ani wyraźnego podrażnienia. Jeżeli skóra jest wrażliwa, dobrze zacząć od krótszego czasu i obserwować jej reakcję. Sama glinka może działać wysuszająco, szczególnie jeżeli pozostawimy ją na twarzy bardzo długo, dlatego po zmyciu warto zastosować delikatny krem nawilżający. Nie ma również potrzeby używania jej codziennie. W pielęgnacji więcej naprawdę nie zawsze oznacza lepiej. Właśnie tutaj widzę największą różnicę pomiędzy sobą jako nastolatką a sobą dzisiaj. Kiedyś interesował mnie przede wszystkim kosmetyk. Chciałam wypróbować kolejną maseczkę, kolejny krem i zobaczyć, co zrobi z moją skórą. Teraz bardziej interesuje mnie cały rytuał i to, jak się podczas niego czuję.
Domowe SPA wcale nie musi kosztować fortuny. Nie potrzeba luksusowego zestawu kosmetyków, specjalnego urządzenia do twarzy i pięciu produktów, których nazw nawet nie potrafimy wymówić. Czasami wystarczy maseczka za kilka funtów, czysty ręcznik, ulubiony krem i trochę czasu. Wartość tej chwili nie wynika z ceny produktów, tylko z faktu, że na moment świadomie zwracamy uwagę na siebie. Myślę też, że istnieje spora różnica pomiędzy dbaniem o siebie a obsesyjnym poprawianiem siebie. Pielęgnacja nie powinna oznaczać codziennego stania przed lustrem i wyszukiwania kolejnej rzeczy, którą trzeba naprawić. Nie każda zmarszczka, rozszerzony por czy niedoskonałość jest problemem wymagającym natychmiastowego rozwiązania. Można nałożyć maseczkę dlatego, że lubi się uczucie świeżej skóry i chce się o nią zadbać, a nie dlatego, że bez przerwy trzeba dążyć do jakiejś idealnej wersji własnego wyglądu.
Chwila dla siebie ma też dla mnie znaczenie trochę szersze niż sama pielęgnacja. Przypomina mi, że nie powinnam czekać z dbaniem o siebie do momentu, kiedy wszystko inne będzie już zrobione. Taki moment prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie. Zawsze znajdzie się coś do posprzątania, kolejny pomysł do zrealizowania, wiadomość do odpisania albo rzecz, którą można zrobić „jeszcze tylko szybko”. Dbanie o siebie nie musi również oznaczać wielkiego rytuału. Jednego dnia będę miała ochotę zrobić maseczkę, zadbać o włosy i urządzić sobie cały wieczór pielęgnacyjny. Innego największym luksusem będzie dla mnie położenie się wcześniej spać. Najważniejsze jest chyba nauczenie się zauważania własnych potrzeb, zanim organizm sam zacznie bardzo głośno przypominać, że potrzebuje odpoczynku.
Może właśnie dlatego powrót do takich małych rytuałów po latach sprawia mi teraz tyle przyjemności. Nie próbuję wrócić do nastolatki posiadającej całą kolekcję kosmetyków. Chcę raczej odzyskać coś, co wtedy przychodziło mi naturalniej, czyli zwyczajną przyjemność z poświęcenia sobie odrobiny uwagi. Czasami będzie to szara glinka na twarzy i wygląd, przy którym lepiej nie otwierać drzwi kurierowi. 😂 Innym razem będzie to spokojny wieczór, dobra herbata albo wcześniejsze pójście do łóżka. Domowe SPA jest dla mnie po prostu jednym z takich małych przypomnień, że dbanie o siebie nie musi być ani drogie, ani perfekcyjne, żeby miało wartość. ❤️

Komentarze
Prześlij komentarz