BAŁAM SIĘ, ŻE JUŻ NIGDY NIE BĘDĘ MOGŁA BIEGAĆ!

Hejka! ❤️

Dzisiaj chciałabym poruszyć temat, który jest mi niezwykle bliski, ponieważ dotyczy nie tylko aktywności fizycznej, ale również naszej psychiki, życiowych doświadczeń i umiejętności podnoszenia się po trudnych chwilach. Inspiracją do napisania tego artykułu stały się między innymi zdjęcia z naszego lipcowego biegu, które przypomniały mi, jak wiele w moim życiu się zmieniło i jak długą drogę musiałam przejść, żeby ponownie móc cieszyć się czymś, co kiedyś wydawało mi się zupełnie naturalne.

Sport od zawsze kojarzył mi się z czymś więcej niż tylko dbaniem o sylwetkę czy poprawianiem kondycji. To przede wszystkim niezwykła szkoła charakteru, która uczy nas cierpliwości, samodyscypliny, konsekwencji i pokory wobec własnych możliwości. W świecie, w którym przyzwyczailiśmy się do natychmiastowych rezultatów, aktywność fizyczna przypomina nam o jednej bardzo ważnej rzeczy. Na wszystko, co naprawdę wartościowe, trzeba sobie zapracować, a efekty rzadko przychodzą z dnia na dzień.

Nie wystarczy przecież wyjść raz pobiegać, żeby następnego dnia przebiec maraton. Nie wystarczy kilka treningów, żeby zbudować wymarzoną sylwetkę. Potrzebne są tygodnie, miesiące, a czasami nawet lata systematycznej pracy, podczas której niejednokrotnie pojawiają się chwile zwątpienia, zmęczenie i zwyczajna niechęć do podejmowania kolejnego wysiłku. Właśnie w takich momentach zaczynamy rozumieć, czym naprawdę jest dyscyplina. Motywacja potrafi być niezwykle silna, ale bywa też ulotna. Jednego dnia czujemy, że możemy przenosić góry, a następnego najchętniej zostalibyśmy pod kocem. Dyscyplina pozwala nam kontynuować pracę nad sobą nawet wtedy, kiedy początkowy entuzjazm dawno już opadł, chociaż równie ważna pozostaje umiejętność rozpoznania momentu, w którym organizm potrzebuje odpoczynku.


Nie każdy wie, że w wieku 22 lat byłam w swojej życiowej formie fizycznej. Sport stanowił ogromną część mojego życia, a ja miałam ambicje, plany i marzenia związane z rozwojem w świecie fitnessu. Jestem dyplomowanym trenerem personalnym, a także masażystką w dziedzinie bioodnowy i relaksu. Zdobywałam te kwalifikacje, ponieważ naprawdę interesowałam się ludzkim ciałem, jego możliwościami oraz wpływem aktywności fizycznej na zdrowie i samopoczucie. Niestety życie nie zawsze układa się zgodnie z naszymi planami. Podczas treningów siłowych doznałam przeciążeniowej kontuzji kolan, do której doszło w okresie wykonywania przysiadów ze sztangą. Początkowo trudno było mi zaakceptować, że coś, co miało wzmacniać moje ciało, ostatecznie stało się źródłem ogromnych problemów. Ból i ograniczenia ruchowe zaczęły wpływać na moją codzienność, a z czasem pojawiły się nawet trudności z normalnym chodzeniem.

Dla osoby, która wcześniej była bardzo aktywna fizycznie, takie doświadczenie potrafi być niezwykle przytłaczające. Nagle okazuje się, że czynności, nad którymi wcześniej nawet się nie zastanawialiśmy, zaczynają wymagać wysiłku, a plany, które jeszcze niedawno wydawały się tak realne, stają pod ogromnym znakiem zapytania.

Moje marzenia o karierze w świecie fitnessu legły w gruzach. Ostatecznie nigdy nie podjęłam pracy w zawodzie trenera personalnego ani masażystki, ponieważ problemy z kolanami zmusiły mnie do przewartościowania wielu spraw i zastanowienia się nad tym, jaką drogą chcę dalej podążać. Z czasem zdecydowałam się na zastrzyki z kwasu hialuronowego, które przyniosły mi ulgę. Jednak dzisiaj, patrząc na tamten okres z perspektywy czasu, widzę, że moje problemy nie ograniczały się wyłącznie do zdrowia fizycznego.

Kiedy cierpi psychika, ciało również odczuwa konsekwencje!

Był to jeden z najtrudniejszych okresów mojego życia, o którym nie chciałabym opowiadać tutaj ze wszystkimi szczegółami. Przez kilka lat tkwiłam w bardzo niezdrowej relacji, która stopniowo odbierała mi poczucie bezpieczeństwa, wewnętrzny spokój i wiarę we własne możliwości. Długotrwały stres potrafi pozostawić po sobie ogromny ślad. W moim przypadku pojawiły się ataki paniki, silne objawy nerwicowe i poczucie psychicznego wyczerpania. Zmagałam się również z niedoborem żelaza, chociaż nie chcę sugerować, że wszystkie moje problemy zdrowotne miały jedną przyczynę. Wiem natomiast, jak bardzo przewlekłe napięcie psychiczne potrafi wpływać na sen, samopoczucie, codzienne funkcjonowanie i ogólną kondycję organizmu.

Człowiek czasami tak bardzo przyzwyczaja się do życia w ciągłym stresie, że przestaje dostrzegać, jak wiele go to kosztuje. Dopiero kiedy wydostaje się z trudnej sytuacji, zaczyna rozumieć, że spokój nie jest żadnym luksusem, ale jedną z podstawowych potrzeb. W pewnym momencie zdecydowałam się odejść z tej relacji, wyprowadzić i rozpocząć wszystko od nowa. Nie było łatwo. Musiałam na nowo odnaleźć siebie, odbudować poczucie własnej wartości i nauczyć się funkcjonować bez ciężaru, który przez długi czas towarzyszył mi niemal każdego dnia.

Zrobiłam to sama. Dałam radę.

Dzisiaj mogę powiedzieć, że była to jedna z najważniejszych decyzji w moim życiu. Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie problemy zniknęły w jednej chwili, a zdrowie fizyczne automatycznie wróciło do normy. Leczenie, czas i stopniowa poprawa mojej sytuacji życiowej odegrały tutaj swoje role. Jednak odzyskanie wewnętrznego spokoju pozwoliło mi spojrzeć na siebie i swoją przyszłość zupełnie inaczej. Właśnie dlatego uważam, że dbanie o psychikę jest równie ważne jak troska o ciało. Jedno i drugie stanowi część naszego zdrowia, a ignorowanie własnych emocji i potrzeb prędzej czy później może odbić się na jakości naszego życia.

Kiedy publikuję w mediach społecznościowych nagrania z moich treningów czy biegów, zdarza mi się otrzymywać komentarze, że jestem gruba, że ledwo biegnę albo że moja kondycja pozostawia wiele do życzenia. Wiecie co? Ja przynajmniej biegnę. Nie siedzę bezczynnie, czekając na cud. Nie udaję, że jestem zawodową biegaczką ani że osiągnęłam już wszystkie swoje cele. Wychodzę, podejmuję wysiłek, pracuję nad sobą i staram się każdego dnia robić coś, co przybliży mnie do miejsca, w którym chciałabym się znaleźć.

Być może dla kogoś moje tempo jest powolne, być może moja sylwetka nie odpowiada czyimś wyobrażeniom o osobie aktywnej fizycznie, ale przecież to nie inni ludzie przeżyli moją historię. Nie wiedzą, przez co przeszłam, ile razy musiałam zaczynać od nowa i jak wiele znaczą dla mnie dzisiaj rzeczy, które kiedyś uważałam za oczywiste. Nie zamierzam również udowadniać swojej wartości osobom, które oceniają człowieka wyłącznie przez pryzmat wyglądu. Każdy ma własny punkt startowy, inne możliwości i zupełnie inną historię. Dla jednej osoby przebiegnięcie 5 kilometrów będzie zwyczajnym treningiem, podczas gdy dla kogoś innego może oznaczać ogromne zwycięstwo nad własnymi ograniczeniami.

Podczas naszego lipcowego biegu czułam przede wszystkim ogromną radość i wdzięczność za to, że mogę tam być. Mogę stanąć obok ludzi, którzy również podejmują wysiłek, wyznaczają sobie cele i konsekwentnie do nich dążą. Każdy z nas ma przecież swoje powody, żeby pojawić się na starcie, a za niejednym uśmiechem i sportowym strojem może kryć się historia, o której nie mamy najmniejszego pojęcia. W takich chwilach przypominam sobie, że sport to nie tylko rywalizacja. To także wspólnota ludzi, którzy rozumieją, ile pracy kosztuje każdy postęp.

Jedną z najważniejszych rzeczy, jakich uczy mnie aktywność fizyczna, jest świadomość, że nie wszystko musi wychodzić od razu. Czasami robimy krok do przodu, czasami stoimy w miejscu, a niekiedy musimy nawet na chwilę się cofnąć, żeby później móc bezpiecznie kontynuować swoją drogę. W życiu jest przecież podobnie. Nie każda podjęta decyzja przynosi natychmiastowe rezultaty, nie każda próba kończy się sukcesem i nie każde marzenie udaje się zrealizować w terminie, który sobie wyznaczyliśmy. Jednak konsekwencja uczy nas czegoś niezwykle cennego. Pokazuje, że nawet niewielkie działania, powtarzane regularnie przez dłuższy czas, mogą prowadzić do ogromnych zmian.

Mam również swoje osobiste cele związane z sylwetką i kondycją. Chciałabym stopniowo osiągnąć wagę około 48 kilogramów, ponieważ właśnie przy takiej masie ciała w przeszłości czułam się najlepiej. Nie zamierzam jednak dążyć do tego za wszelką cenę, ponieważ moje wcześniejsze doświadczenia nauczyły mnie, że zdrowie i sprawność są ważniejsze od jakiejkolwiek liczby na wadze. Wiem, że przede mną jeszcze sporo pracy. Wiem również, że będą dni, kiedy trening nie pójdzie po mojej myśli, a postępy okażą się wolniejsze, niż oczekiwałam. Nie traktuję tego jednak jako porażki, ponieważ nauczyłam się już, że cierpliwość wobec własnego ciała jest równie istotna jak dyscyplina.

Wierz w siebie, nawet kiedy inni w Ciebie nie wierzą!

Na zakończenie chciałabym przekazać Wam coś, co uważam za niezwykle ważne, niezależnie od tego, czy Waszym celem jest poprawa kondycji, zmiana pracy, wyjście z trudnej relacji czy rozpoczęcie zupełnie nowego rozdziału życia. Nie pozwólcie, żeby cudze opinie decydowały o tym, do czego jesteście zdolni. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie kwestionował Wasze możliwości, wyśmiewał podejmowane próby albo sugerował, że powinniście dać sobie spokój. Ludzie często widzą jedynie efekt końcowy, nie mając pojęcia o drodze, którą trzeba było pokonać, żeby w ogóle znaleźć się w danym miejscu. Najważniejsze jest jednak to, żebyście sami nie przestali w siebie wierzyć.

Nie musicie być najlepsi, najszybsi ani najbardziej utalentowani. Nie musicie również codziennie przekraczać własnych granic, ponieważ prawdziwa siła nie polega na nieustannym zmuszaniu się do wysiłku. Czasami przejawia się w cierpliwości, odpoczynku, zaakceptowaniu słabszego dnia i odwadze, żeby spróbować ponownie.

Patrząc dzisiaj na zdjęcia z naszego lipcowego biegu, nie widzę kobiety, która mogłaby biegać szybciej albo wyglądać inaczej. Widzę kobietę, która pomimo wielu trudnych doświadczeń nadal chce się rozwijać, realizować swoje marzenia i czerpać z życia jak najwięcej. Widzę kogoś, kto kiedyś miał problemy z chodzeniem, a dzisiaj może stanąć na linii startu i przebiec kolejne kilometry. Ja nadal biegnę. We własnym tempie, na własnych zasadach i z ogromną nadzieją na to, co jeszcze przede mną.

A Wy? Czy sport nauczył Was czegoś, co później przydało się również w codziennym życiu? A może macie za sobą doświadczenia, po których musieliście odbudowywać siebie niemal od zera?

Chętnie przeczytam Wasze historie. ❤️

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

FLONDRA W KUCHNI | WIELKI BOCHEN DLA CAŁEJ RODZINY!

FLONDRA W KUCHNI | DELIKATNY BOCHEN Z MAKIEM

PRZYJĘŁAM ZAPROSZENIE DO TVP!