ŻYCIE W WIELKIEJ BRYTANII DROŻEJE Z PRĘDKOŚCIĄ ŚWIATŁA
Hejka!
Do Wielkiej Brytanii przyjechałam w 2014 roku i kiedy dzisiaj przypominam sobie moje początki tutaj, mam wrażenie, że pod względem kosztów życia był to zupełnie inny świat. Oczywiście wtedy również trzeba było pracować, płacić rachunki i pilnować wydatków. Pieniądze nie rosły na drzewach, tylko że człowiek miał wrażenie, że jego wypłata naprawdę ma jakąś wartość.
Pamiętam czasy, kiedy szło się do Tesco z £50 i można było zrobić naprawdę porządne zakupy. Wózek był pełny, w domu było co jeść i człowiek nie analizował każdej rzeczy wkładanej do koszyka. Dzisiaj £50? Mam wrażenie, że tyle można zostawić na stosunkowo niewielkich zakupach w polskim sklepie i wyjść z jedną czy dwiema torbami.
Nie chodzi przecież wyłącznie o jedzenie. Droższy jest prąd, ogrzewanie, paliwo, usługi, wyjście do restauracji czy zwykłe codzienne przyjemności. Człowiek zarabia więcej niż kilkanaście lat temu, ale jednocześnie patrzy na konto i zastanawia się: gdzie właściwie podziały się te pieniądze? Najbardziej smutne jest dla mnie to, że zwykli ludzie często muszą oszczędzać właśnie na tych najbardziej podstawowych rzeczach, bo rachunek trzeba zapłacić... samochód trzeba zatankować, żeby dojechać do pracy... czynsz czy rata nie poczekają. Nagle okazuje się, że najłatwiej zrezygnować z lepszego jedzenia, odłożyć wyjście gdzieś na później albo zamiast produktu, który naprawdę lubimy, kupić jego tańszy odpowiednik. Gdzieś w tym wszystkim pojawia się we mnie poczucie niesprawiedliwości.
Decyzje polityczne i gospodarcze podejmowane są gdzieś wysoko nad naszymi głowami. Zmieniają się rządy, przepisy, sytuacja na świecie, podatki i ceny energii, a konsekwencje tych wszystkich zmian ostatecznie bardzo często odczuwa przy kasie zwykły człowiek. Taki, który nie zajmuje się wielką polityką. Chce po prostu normalnie pracować, zrobić zakupy, opłacić rachunki i żeby jeszcze zostało mu coś z wypłaty na zwyczajne życie. Nie oczekuję, że wszystko będzie kosztowało tyle samo co w 2014 roku. To byłoby nierealne, bo inflacja istnieje i ceny z czasem rosną. Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek ma poczucie, że koszty życia uciekają znacznie szybciej niż jego możliwości finansowe. Kiedyś £50 w portfelu dawało mi poczucie, że mogę zrobić konkretne zakupy. Dzisiaj potrafi zniknąć tak szybko, że człowiek właściwie nie wie kiedy.
Jak to odczuwacie? Jeśli mieszkacie w UK od wielu lat, też macie wrażenie, że kiedyś za tę samą wypłatę można było pozwolić sobie na znacznie więcej?

Komentarze
Prześlij komentarz