ZAKOCHANI W RZYMIE
Hejka! Rzym zdecydowanie nie należał do naszych długo planowanych podróży. Wręcz przeciwnie – to była jedna z tych bardzo spontanicznych wycieczek, kiedy człowiek po prostu stwierdza: a może by tak gdzieś polecieć? Był styczeń, w Anglii zimno, szaro i ponuro, więc zatęskniliśmy za odrobiną słońca i trochę przyjemniejszą temperaturą. Padło na Włochy. Takie spontaniczne wyjazdy wspomina się później najlepiej.
Jednym z miejsc, które zrobiło na mnie największe wrażenie, było oczywiście Koloseum. To naprawdę dziwne uczucie zobaczyć na własne oczy budowlę, którą wcześniej widziało się właściwie tylko w telewizji, internecie albo w podręczniku do historii. Nagle stoisz przed nią i dociera do Ciebie, że to nie jest żadna dekoracja filmowa, tylko miejsce mające prawie dwa tysiące lat historii.
Koloseum, a właściwie Amfiteatr Flawiuszów, zostało wybudowane w I wieku naszej ery za czasów dynastii Flawiuszów. Co ciekawe, jest największym amfiteatrem na świecie. W starożytności odbywały się tutaj widowiska przyciągające ogromną publiczność – przede wszystkim walki gladiatorów oraz polowania z udziałem dzikich zwierząt. Jeszcze ciekawsze jest to, co znajdowało się pod areną. Funkcjonowało tam całe zaplecze potrzebne do organizacji widowisk, a specjalne przejście łączyło Koloseum z Ludus Magnus, czyli największą szkołą i koszarami gladiatorów w Rzymie. Sam amfiteatr mógł pomieścić ponad 50 tysięcy widzów.
Patrząc dzisiaj na pozostałości Koloseum, trudno sobie wyobrazić skalę tego wszystkiego. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie, że w średniowieczu i renesansie budowla służyła nawet jako źródło materiałów budowlanych, a część pozyskanego z niej materiału wykorzystano przy budowie Bazyliki św. Piotra.
Nie mogło zabraknąć również Fontanny di Trevi. I oczywiście zrobiliśmy to, co robią chyba wszyscy turyści – wrzuciliśmy monetę. 😄 Według popularnej rzymskiej tradycji wrzucenie jednej monety ma zapewnić powrót do Rzymu. Co ciekawe, sama fontanna jest znacznie młodsza od Koloseum – jej obecna forma powstała w XVIII wieku według projektu Nicoli Salviego. W centrum znajduje się postać Oceanu na rydwanie w kształcie muszli.
Jest tam też romantyczna ciekawostka idealnie pasująca do tytułu tego wpisu. Po prawej stronie znajduje się niewielka Fontanna Zakochanych. Według dawnej tradycji pary pijące z niej wodę miały pozostać sobie wierne i zakochane. No proszę… Rzym naprawdę dba o romantyczny klimat. 😂❤️
Watykan i oczywiście… włoskie jedzenie!
Równie ogromne wrażenie zrobił na nas Watykan. Niezależnie od tego, czy ktoś jedzie tam ze względów religijnych, historycznych czy po prostu turystycznych, jest to miejsce, które zdecydowanie warto zobaczyć. Ogrom placu, architektura i Bazylika św. Piotra robią niesamowite wrażenie.
Ale nie samymi zabytkami człowiek żyje. 😂 Mąż był oczywiście bardzo zadowolony, bo mógł zjeść prawdziwą włoską carbonarę, a że uwielbia włoską kuchnię, to dla niego był jeden z obowiązkowych punktów wycieczki. Ja natomiast skusiłam się na typową włoską zupę warzywną i powiem Wam, że pochłonęłam ją w ekspresowym tempie, mimo że była tak gorąca, że właściwie powinnam była poczekać kilka minut. Nie dało się! 😂 Była przepyszna, aromatyczna, pełna warzyw i dokładnie taka, jakiej potrzebowałam po całym dniu chodzenia po Rzymie. Gdybym miała wskazać jeden kulinarny powód, żeby tam wrócić, to wcale nie byłaby nim pizza.
Chętnie poleciałabym do Rzymu jeszcze raz choćby po to, żeby znowu zjeść taką prawdziwą włoską zupę warzywną. A że monetę do Fontanny di Trevi wrzuciliśmy… to może Rzym rzeczywiście jeszcze kiedyś nas zobaczy.
Komentarze
Prześlij komentarz