SZKOCJA W LISTOPADZIE JEST PIĘKNA!
Hejka! Są takie wyjazdy, podczas których człowiek od rana do wieczora biega z listą miejsc do zobaczenia. Zamek – zaliczony. Muzeum – zaliczone. Punkt widokowy – zdjęcie zrobione. Restauracja polecana w internecie – odwiedzona... A później wraca się do domu bardziej zmęczonym niż przed urlopem.
Nasz wyjazd do Szkocji wyglądał trochę inaczej. Owszem, był planowany i wiedzieliśmy, gdzie jedziemy i mniej więcej czego możemy się spodziewać, ale od początku nie chodziło nam o intensywne zwiedzanie ani odhaczanie kolejnych atrakcji turystycznych. Nie mieliśmy ambicji zobaczenia pięciu zamków, trzech muzeów i wszystkich najpopularniejszych miejsc w ciągu jednego weekendu. Chcieliśmy przede wszystkim pojechać przed siebie, odpocząć, popatrzeć przez szybę samochodu na piękne widoki i zwyczajnie pobyć razem. I chyba właśnie dlatego tak dobrze wspominam ten wyjazd.
Szkocja ma zresztą krajobraz, który jest efektem naprawdę niesamowitej historii geologicznej. Góry, doliny i jeziora, które dzisiaj wyglądają tak charakterystycznie, były przez miliony lat kształtowane między innymi przez ruchy tektoniczne, a później przez ogromne masy lodu. Podczas epoki lodowcowej lodowce wyrzeźbiły wiele dolin i form terenu, które obecnie kojarzymy właśnie ze szkockim krajobrazem. Może dlatego jadąc tam samochodem, ma się momentami wrażenie, że człowiek znalazł się w zupełnie innym świecie.
Nic dziwnego, że krajobrazy są jednym z największych magnesów przyciągających ludzi do Szkocji. Według Scotland Visitor Survey z 2023 roku aż 70% odwiedzających wskazało właśnie scenerię i krajobraz jako jeden z powodów wyboru Szkocji.
Nie mogę napisać o szkockich widokach i nie wspomnieć o tych cudownych, włochatych szkockich krowach. One naprawdę wyglądają tak, jakby zostały stworzone specjalnie do tego krajobrazu. Długie futro, grzywka wpadająca na oczy i te charakterystyczne rogi – kiedy stoją gdzieś na tle gór i otwartej przestrzeni, obrazek jest po prostu kompletny. Człowiek patrzy i myśli: tak, teraz naprawdę jesteśmy w Szkocji.
Oczywiście z tego wyjazdu mamy mnóstwo zdjęć. Tylko że, jak to zazwyczaj u nas bywa, większość robiłam ja. Efekt? Piękne zdjęcia Bejbusia, krajobrazów, krów, samochodu, gór, dróg… a mnie jak zwykle jak na lekarstwo. 😂 Ale może to też jest część mojego podróżowania. Lubię łapać chwile aparatem i później mieć do czego wracać.
Ten wyjazd przypomniał mi przede wszystkim, że podróż nie zawsze musi polegać na zwiedzaniu. Czasami wystarczy wsiąść do samochodu, włączyć ogrzewanie, zabrać coś ciepłego do picia i po prostu jechać. Zatrzymać się tam, gdzie widok szczególnie przyciągnie uwagę. Zrobić kilka zdjęć. Postać przez chwilę na zimnym powietrzu. Popatrzeć na góry. Pośmiać się z czegoś po drodze. Nie zobaczyliśmy wszystkich zamków. Nie odwiedziliśmy wszystkich miejsc, które według internetowych przewodników „koniecznie trzeba zobaczyć w Szkocji”.
Wcale nie czuję, żebyśmy przez to zobaczyli Szkocję mniej. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że poznaliśmy ją dokładnie tak, jak chcieliśmy – bez pośpiechu, zza szyby samochodu, podczas spacerów i krótkich przystanków, w listopadowym chłodzie i pośród tych niesamowitych, surowych krajobrazów. A kiedy dzisiaj patrzę na zdjęcia z tego wyjazdu, nadal niemal czuję tamten mroźny, rześki poranek.
Komentarze
Prześlij komentarz