SZKOCJA W LISTOPADZIE JEST PIĘKNA!

Hejka! Są takie wyjazdy, podczas których człowiek od rana do wieczora biega z listą miejsc do zobaczenia. Zamek – zaliczony. Muzeum – zaliczone. Punkt widokowy – zdjęcie zrobione. Restauracja polecana w internecie – odwiedzona... A później wraca się do domu bardziej zmęczonym niż przed urlopem.

Nasz wyjazd do Szkocji wyglądał trochę inaczej. Owszem, był planowany i wiedzieliśmy, gdzie jedziemy i mniej więcej czego możemy się spodziewać, ale od początku nie chodziło nam o intensywne zwiedzanie ani odhaczanie kolejnych atrakcji turystycznych. Nie mieliśmy ambicji zobaczenia pięciu zamków, trzech muzeów i wszystkich najpopularniejszych miejsc w ciągu jednego weekendu. Chcieliśmy przede wszystkim pojechać przed siebie, odpocząć, popatrzeć przez szybę samochodu na piękne widoki i zwyczajnie pobyć razem. I chyba właśnie dlatego tak dobrze wspominam ten wyjazd.


Bejbuś bardzo lubi górskie krajobrazy, więc Szkocja okazała się pod tym względem strzałem w dziesiątkę, szczególnie że pojechaliśmy tam w listopadzie. Dla niektórych może to być dziwny miesiąc na podróżowanie po północy Wielkiej Brytanii, bo dni są już krótkie, temperatury niskie, a pogoda potrafi zmieniać się właściwie z minuty na minutę. Dla mnie jednak właśnie to stworzyło cały klimat tego wyjazdu.



Listopadowy krajobraz miał w sobie coś surowego. Nie było soczystej letniej zieleni ani pocztówkowego błękitnego nieba. Były za to góry, przygaszone kolory traw, mgła, chmury przesuwające się nad szczytami i drogi ciągnące się pomiędzy wzgórzami. Szczególnie zapamiętałam jeden z poranków. Było naprawdę zimno, ale nie było to takie nieprzyjemne zimno, przed którym człowiek chce natychmiast uciekać do ogrzewanego pomieszczenia. Powietrze było mroźne i rześkie, aż chciało się nim głęboko oddychać. Wszystko dookoła wyglądało wtedy jeszcze bardziej dziko i spokojnie.

Szkocja ma zresztą krajobraz, który jest efektem naprawdę niesamowitej historii geologicznej. Góry, doliny i jeziora, które dzisiaj wyglądają tak charakterystycznie, były przez miliony lat kształtowane między innymi przez ruchy tektoniczne, a później przez ogromne masy lodu. Podczas epoki lodowcowej lodowce wyrzeźbiły wiele dolin i form terenu, które obecnie kojarzymy właśnie ze szkockim krajobrazem. Może dlatego jadąc tam samochodem, ma się momentami wrażenie, że człowiek znalazł się w zupełnie innym świecie.



Ciekawostką jest również to, że wiele określeń, które podczas podróży po Szkocji widzimy na mapach czy znakach, opisuje właśnie elementy krajobrazu. Loch to jezioro lub zatoka morska, a glen oznacza dolinę. Z kolei szkockie góry przekraczające 3000 stóp wysokości określane są mianem Munros. Najwyższą górą nie tylko Szkocji, ale całych Wysp Brytyjskich jest natomiast Ben Nevis. I chyba właśnie ta różnorodność najbardziej mnie zachwyciła. Jedziesz drogą i za chwilę krajobraz wygląda zupełnie inaczej. Góry, doliny, ogromne przestrzenie, woda, lasy… Do tego listopadowa pogoda, która zmienia światło i sprawia, że to samo miejsce kilka minut później może mieć już całkiem inny charakter.

Nic dziwnego, że krajobrazy są jednym z największych magnesów przyciągających ludzi do Szkocji. Według Scotland Visitor Survey z 2023 roku aż 70% odwiedzających wskazało właśnie scenerię i krajobraz jako jeden z powodów wyboru Szkocji.


Nie mogę napisać o szkockich widokach i nie wspomnieć o tych cudownych, włochatych szkockich krowach. One naprawdę wyglądają tak, jakby zostały stworzone specjalnie do tego krajobrazu. Długie futro, grzywka wpadająca na oczy i te charakterystyczne rogi – kiedy stoją gdzieś na tle gór i otwartej przestrzeni, obrazek jest po prostu kompletny. Człowiek patrzy i myśli: tak, teraz naprawdę jesteśmy w Szkocji.

Oczywiście z tego wyjazdu mamy mnóstwo zdjęć. Tylko że, jak to zazwyczaj u nas bywa, większość robiłam ja. Efekt? Piękne zdjęcia Bejbusia, krajobrazów, krów, samochodu, gór, dróg… a mnie jak zwykle jak na lekarstwo. 😂 Ale może to też jest część mojego podróżowania. Lubię łapać chwile aparatem i później mieć do czego wracać.

Ten wyjazd przypomniał mi przede wszystkim, że podróż nie zawsze musi polegać na zwiedzaniu. Czasami wystarczy wsiąść do samochodu, włączyć ogrzewanie, zabrać coś ciepłego do picia i po prostu jechać. Zatrzymać się tam, gdzie widok szczególnie przyciągnie uwagę. Zrobić kilka zdjęć. Postać przez chwilę na zimnym powietrzu. Popatrzeć na góry. Pośmiać się z czegoś po drodze. Nie zobaczyliśmy wszystkich zamków. Nie odwiedziliśmy wszystkich miejsc, które według internetowych przewodników „koniecznie trzeba zobaczyć w Szkocji”.

Wcale nie czuję, żebyśmy przez to zobaczyli Szkocję mniej. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że poznaliśmy ją dokładnie tak, jak chcieliśmy – bez pośpiechu, zza szyby samochodu, podczas spacerów i krótkich przystanków, w listopadowym chłodzie i pośród tych niesamowitych, surowych krajobrazów. A kiedy dzisiaj patrzę na zdjęcia z tego wyjazdu, nadal niemal czuję tamten mroźny, rześki poranek.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

FLONDRA W KUCHNI | WIELKI BOCHEN DLA CAŁEJ RODZINY!

FLONDRA W KUCHNI | DELIKATNY BOCHEN Z MAKIEM

PRZYJĘŁAM ZAPROSZENIE DO TVP!