SPACER W CHMURACH... PO CO MI TO BYŁO?

Hejka! Na urodziny dostałam od przyjaciółki vouchery do parku linowego Go Ape i od samego początku byłam tym prezentem mega podjarana. Nigdy wcześniej nie miałam okazji być w takim miejscu, więc oczywiście w mojej głowie wyglądało to fantastycznie. Trochę wspinania, trochę przeszkód między drzewami, zjazdy na linach i ogólnie super przygoda. No przecież nic strasznego. 😂

W końcu przyszedł dzień, kiedy postanowiliśmy wykorzystać vouchery i pojechaliśmy razem z Bejbusiem. Do momentu, kiedy stałam jeszcze bezpiecznie na ziemi, nadal uważałam, że to świetny pomysł. Problem pojawił się wtedy, kiedy trzeba było faktycznie wejść na górę.

I nagle przestało być tak zabawnie. Nie wiem, czy mam lęk wysokości, bo nigdy jakoś specjalnie tego nie sprawdzałam, ale kiedy znalazłam się kilka metrów nad ziemią i zobaczyłam, co właściwie mam zrobić, zaczęłam się naprawdę stresować. Człowiek z dołu patrzy na te wszystkie przeszkody i myśli sobie, że przecież jest przypięty, wszystko jest zabezpieczone i wystarczy przejść na drugą stronę. Kiedy jednak samemu stoi się wysoko pomiędzy drzewami, perspektywa trochę się zmienia. Moja duma oczywiście nie pozwoliła mi zrezygnować. 😂 Skoro już tam weszłam, to zamierzałam spróbować. Starałam się więc być dzielna, patrzeć przed siebie i przede wszystkim nie spoglądać w dół.




Bejb tymczasem zachowywał się tak, jakby całe życie spędził w koronach drzew. Nie bał się praktycznie wcale. Niektóre szlaki zrobił nawet ponownie, bo tak bardzo mu się spodobało. Stwierdził też, że spokojnie mógłby wejść jeszcze wyżej i gdyby trasa prowadziła ponad korony drzew, to prawdopodobnie też nie byłoby dla niego problemu. Ja niekoniecznie podzielałam ten entuzjazm. 😂

Największym wyzwaniem okazał się dla mnie zjazd na linie. Wiedziałam, że jestem zabezpieczona, ale mój mózg miał własną teorię sytuacji. A co, jeśli coś się odepnie? A co, jeśli spadnę? A co, jeśli właśnie za chwilę polecę w przepaść? Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło, ale zanim ruszyłam, zdążyłam chyba przeanalizować wszystkie możliwe katastroficzne scenariusze. A kiedy już ruszyłam, krzyczałam na całe gardło. 😂

Najzabawniejsze było jednak to, co wydarzyło się kilka sekund później. Wylądowałam, stanęłam na ziemi i nagle cały strach zamienił się w niesamowitą frajdę. Pojawiło się takie uczucie szczęścia i satysfakcji, że aż chciało się powiedzieć: JESZCZE RAZ!


I tutaj pojawia się ciekawa kwestia związana z naszym organizmem. Kiedy znajdujemy się w sytuacji, którą mózg odbiera jako stresującą albo ekscytującą, organizm może uwalniać między innymi adrenalinę. Przyspiesza wtedy tętno, zwiększa się czujność, a ciało przygotowuje się do działania. Kiedy zagrożenie okazuje się kontrolowane i wszystko kończy się dobrze, ten początkowy stres może zamienić się w ogromną ulgę, ekscytację i satysfakcję. Właśnie dlatego różnego rodzaju parki linowe, kolejki górskie czy inne kontrolowane dawki strachu dla wielu osób są taką frajdą.

Poza samą adrenaliną park linowy okazał się też całkiem niezłym treningiem. Człowiek cały czas próbuje utrzymać równowagę, trzyma się lin, napina mięśnie i kombinuje, jak przedostać się przez kolejną przeszkodę. Następnego dnia można więc odkryć istnienie mięśni, o których wcześniej nie miało się pojęcia. 😂

Ostatecznie bawiłam się naprawdę dobrze. Było trochę strachu, dużo śmiechu i konkretna dawka pozytywnej adrenaliny. Dla mnie było to też zupełnie nowe doświadczenie, bo wcześniej nigdy nie miałam okazji spróbować czegoś podobnego. Najbardziej cieszę się chyba z tego, że mimo strachu nie zrezygnowałam. Mogłam zejść i powiedzieć, że to jednak nie dla mnie, ale wtedy nie dowiedziałabym się, jak fantastyczne jest uczucie po pokonaniu własnego strachu.

Czy poszłabym jeszcze raz? W sumie… chyba tak. 😂 Tylko nadal będę stosować swoją sprawdzoną technikę. Nie patrzeć w dół!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

FLONDRA W KUCHNI | WIELKI BOCHEN DLA CAŁEJ RODZINY!

FLONDRA W KUCHNI | DELIKATNY BOCHEN Z MAKIEM

PRZYJĘŁAM ZAPROSZENIE DO TVP!