PRZESPALIŚMY SIĘ W GOLFIE, A RANO SZCZYTOWALIŚMY!
Hejka!
Snowdon chodził nam po głowie już od jakiegoś czasu, więc w końcu stwierdziliśmy – jedziemy! Spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy do Golfa i ruszyliśmy w stronę Walii. Plan był prosty: nocujemy na kempingu, śpimy w samochodzie, a rano wstajemy i ruszamy na szlak. Lubimy takie wypady, bo nie trzeba wcale organizować tygodniowego urlopu ani wydawać fortuny, żeby gdzieś pojechać i trochę oderwać się od codzienności. Czasami wystarczy wolny weekend, samochód i pomysł, gdzie chcemy się znaleźć następnego dnia.
Na kemping dotarliśmy dzień wcześniej i szybko okazało się, że z zasięgiem jest tam naprawdę kiepsko. 😄 W sumie wyszło nam to na dobre, bo dzięki temu praktycznie cały wieczór spędziliśmy bez telefonów. Cyknęliśmy tylko kilka zdjęć na pamiątkę i tyle. Na co dzień ciągle coś się sprawdza, odpisuje, przegląda albo nagrywa, więc taki wieczór kompletnie bez Internetu był naprawdę fajną odmianą. Mogliśmy po prostu posiedzieć razem, pogadać i nacieszyć się tym, że jesteśmy gdzieś w górach, z dala od całej reszty.
Noc spędziliśmy oczywiście w Golfie. 😄 Może nie jest to pięciogwiazdkowy hotel, ale właśnie takie wyjazdy mają dla nas swój klimat. Rano pobudka, szybkie ogarnięcie się i można było ruszać zdobywać Snowdon. Pogoda naprawdę nam dopisała, a do tego od samego rana mieliśmy dobre humory. Dzięki temu wejście poszło nam bez większego problemu. Wiadomo – momentami nogi czuły, że jednak idziemy pod górę, ale ogólnie wspominamy całą trasę bardzo dobrze. No i najważniejsze – udało się zdobyć szczyt!
Dla nas jednak najfajniejsza w całym wyjeździe była po prostu wspólna przygoda. Lubimy takie weekendowe wypady, bo wtedy naprawdę mamy czas tylko dla siebie. Bez pracy, codziennych obowiązków i – tym razem dosłownie – bez Internetu. Golf, noc na kempingu, spanie w samochodzie, rano góry i kilka zdjęć na pamiątkę. I czego chcieć więcej? ❤️
Komentarze
Prześlij komentarz