200 KONI POD MASKĄ | TAK ZACZĘŁA SIĘ... FLONDRA W GOLFIE

Hejka!

Kiedy zaczynałam prowadzić kanał Flondra w Golfie, jeździłam Volkswagenem Golfem MK6 GT TDI 140. I chyba właśnie dlatego ten samochód zawsze będzie miał dla mnie trochę większe znaczenie niż zwykłe auto, które kiedyś stało pod domem. To była naprawdę fajna zabawka do pośmigania, szczególnie że oczywiście nie potrafiłam zostawić go w fabrycznym stanie. 😄

Fabrycznie był to Golf z 2010 roku, pięciodrzwiowy, z dwulitrowym dieslem o pojemności 1968 cm³, mocy 140 KM i momencie 320 Nm przy 1750 obr./min. Miał sześciobiegową manualną skrzynię, a katalogowo 0–60 mph robił w 9,3 sekundy. Producent podawał spalanie mieszane na poziomie 57,7 mpg, czyli w przeliczeniu około 4,9 l/100 km. Jak na samochód, którym można było już całkiem przyjemnie jeździć, wynik naprawdę fajny.




Tyle że moje 140 KM długo nie pozostało 140 KM. 😂 Golf został zmapowany i finalnie miał prawie 200 KM. Spalanie po mapowaniu potrafiło być oczywiście trochę większe, szczególnie kiedy korzystało się z tego, co samochód miał do zaoferowania, ale nadal był to diesel, którym dało się jeździć całkiem ekonomicznie.

Wizualnie też musiałam dołożyć swoje trzy grosze. Przyciemniłam lampy i założyłam mu 18-calowe felgi, które wcześniej miałam w swoim pierwszym Golfie. Był tylko jeden drobny problem. Felgi miały rozstaw 5x100, a MK6 miał 5x112. Rozwiązaniem były adaptery, które sprawiły, że koła wyszły bardziej na zewnątrz, dlatego musiałam dołożyć dodatkowe osłony na nadkola. Trochę kombinowania z tym było, ale efekt bardzo mi się podobał. Szerokie osiemnastki nie tylko dobrze wyglądały, ale samochód naprawdę świetnie prowadził się w zakrętach. Był sztywny, stabilny i sprawiał wrażenie przyklejonego do asfaltu.


Różnicę widzę szczególnie teraz, kiedy jeżdżę MK4 kombi na dość wąskich, 15-calowych stalówkach. Przy ostrzejszym zakręcie około 30 mph czuję już, że to jest mniej więcej granica komfortu, bo zaczyna go wynosić. MK6 zachowywał się zupełnie inaczej. Na odpowiedniej drodze potrafił przejść przez zakręt przy znacznie wyższej prędkości i nadal dawał poczucie stabilności. Oczywiście zawsze się śmieję, że same felgi i zawieszenie samochodu nie poprowadzą, trochę umiejętności kierowcy też się przydaje. 😄 Za kierownicą siedzę już prawie dziesięć lat, więc przez ten czas zdążyłam trochę kilometrów zrobić.

Nie ukrywam, MK6 był jednym z tych samochodów, do których wsiadało się czasem po prostu po to, żeby sobie pojeździć. Prawie 200 KM, diesel, manual, szerokie koła i fajne prowadzenie dawały naprawdę dużo frajdy. No i do roboty nim dojeżdżałam, z Yeovil do Gillingham mój rekord to 17 minut (przez Sherborne). 




MK4 hatchback był moim pierwszym samochodem i chyba właśnie wtedy zaczęła się cała moja golfowa choroba. 😂 Do dzisiaj jestem totalnie zakochana w wyglądzie przednich lamp MK4. Ten przód ma dla mnie coś, czego kolejne generacje już nie mają. Nie twierdzę nawet, że obiektywnie jest najpiękniejszy. Po prostu patrzę na MK4 i od razu myślę: Golf. MK6 sprzedałam więc z bólem serca. Był szybszy, nowocześniejszy i zdecydowanie lepiej się prowadził, ale sentyment jest dziwną rzeczą. Czasami samochód może być technicznie lepszy praktycznie pod każdym względem, a człowiek i tak najbardziej tęskni za tym starszym.

No i jestem ciekawa: gdybyście mieli wybierać tylko jednego, bierzecie MK4 za klimat i klasyczny wygląd czy MK6 za prowadzenie, moc i nowocześniejszą konstrukcję? 😄🚗

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

FLONDRA W KUCHNI | WIELKI BOCHEN DLA CAŁEJ RODZINY!

FLONDRA W KUCHNI | DELIKATNY BOCHEN Z MAKIEM

PRZYJĘŁAM ZAPROSZENIE DO TVP!